środa, 28 sierpnia 2013

Osiem, czyli epilog.

Tyle godzin spędzonych na rozmowach, nasze plany, nadal boli, te słodkie, gorzkie słowa, w nas zostały, los ugodził, prosto w serce został wbity sztylet.. 

Patrzysz w jej czekoladowe oczy i myślisz o tym, jak bardzo przypominają ci tęczówki Krzyśka. Patrzysz jak zarzuca swoją kitkę na plecy i uświadamiasz sobie, że robisz tak samo. Słuchasz z jakim przejęciem opowiada o Jasiu z przedszkola i o tym, że go nie lubi, bo zawsze zabiera jej ulubionego misia i wiesz, że marudzenie odziedziczyła po tobie. Śmiejesz się, kiedy ciężko wzdycha narzekając na wczesne wstawanie, bo wiesz, że tak samo jak tatuś uwielbia długo spać. Twoje serce krwawi, kiedy Tosia mówi, że chciałaby mieć cię teraz obok. Że chciałaby, abyś to ty odprowadzała ją do przedszkola i czytała bajki na dobranoc. Że z tobą fajniej oglądało się mecze tatusia i nawet lody pistacjowe były lepsze. Ze łzami w oczach ponownie tłumaczysz jej, że tak nie może być, że teraz to niemożliwe. Tłumaczysz, że musi być grzeczna, że wakacje spędzicie razem, że będziecie kąpać się w morzu i bawić na plaży, ale na razie musi mieszkać z tatusiem w Kielcach. A ona patrzy na ciebie smutnym wzrokiem, który cię dobija i mówi, że to wszystko rozumie, a ta nowa mama jest całkiem fajna. I nawet tata ma dla niej teraz więcej czasu i często jeżdżą do wujka Dzidziusia, i razem bawią się w ratowanie księżniczki. A już niedługo będą wakacje i już niedługo znów będziecie razem. Nie wytrzymujesz. Po twoich policzkach płyną łzy.
-Mamusiu nie płacz, wszystko będzie dobrze -cmoka do kamerki komputerowej. Na twojej twarzy pojawił się nikły uśmiech, a w tym momencie do pokoju wszedł Krzysiek.
-Myszko, kończ już i zmykaj się przebierać -pogłaskał córkę po włosach i na chwilę zatrzymał swój wzrok na tobie. Spuściłaś głowę.
-Tata, daj mi jeszcze chwilkę pogadać -spojrzała błagalnie na Lijka.
-Tosia, chyba nie chcesz spóźnić się na mecz taty -w drzwiach stanęła Ula krzyżując ręce na piersiach i opierając się o futrynę. Poczułaś ukłucie w sercu widząc zaokrąglony brzuszek ciążowy nowej partnerki rozgrywającego. Mała zaprzecza ruchem głowy, żegna się z tobą i zeskakuje z fotela.
-Powodzenia na meczu -mówisz patrząc na Krzyśka, jednak on nie obdarza cię spojrzeniem, rzuca tylko oschłe dziękuje i szybko się rozłącza.
Wzdychasz ciężko i próbujesz tamować swoje łzy. Nie jest ci przykro. Jesteś zła, że ty straciłaś wszystko, a on jeszcze zyskał. Jest szczęśliwy u boku klubowej pani fotograf, ma przy sobie córkę i syna w drodze oraz jest spełnionym sportowcem. Ty wciąż cierpisz i rozpamiętujesz to, co się stało.
Wstajesz z fotela i kierujesz swoje kroki do łazienki. Wskakujesz pod prysznic i pozwalasz, aby gorąca woda parzyła twoje ciało. Przymykasz oczy i wyobrażasz sobie, co by było gdybyś nigdy nie spotkała Kubiaka. Nadal byłabyś szczęśliwą żoną u boku kochającego mężczyzny ? Nadal grałabyś w Dąbrowie prezentując znakomity poziom ? Nadal żyłabyś w rozjazdach między śląskim, a świętokrzyskim, czy może przeprowadziłabyś się do Kielc ? A może teraz to ty nosiłabyś pod sercem WASZEGO synka. Jednak wiesz, że czasu nie da się cofnąć i niesamowicie cierpisz z tego powodu. Wiesz, że na własne życzenie pozbawiłaś się szansy na szczęśliwe życie, a Krzysiek już nigdy nie będzie twój. Cierpisz, ale wiesz, że musisz żyć dalej i walczyć o swoje szczęście.
Wychodzisz spod prysznica i dokładnie wycierasz ciało aksamitnym ręcznikiem, po czym wmasowujesz w nie ślicznie pachnący czekoladowy balsam. Suszysz i prostujesz włosy, po czym robisz delikatny makijaż. Ubierasz czarne szorty koszulkę  reprezentacyjną z trzynastką na plecach oraz nazwiskiem Kubiak. Na nogi wsuwasz kremowe Conversy i wychodzisz z mieszkania następnie je szczelnie zamykając. Wychodzisz na zewnątrz, a intensywne promienie słoneczne przyjemnie ogrzewają twoje ciało. Wsiadasz w samochód i ruszasz w kierunku hali, na której ma się odbyć towarzyski mecz pomiędzy reprezentacją Włoch i Polski. Pomimo  tego, że do spotkania zostały jeszcze dwie godziny wolałaś wyjechać wcześniej, gdyż nie znasz jeszcze zbyt dokładnie Italii. Mieszkasz tutaj od rozwodu, czyli okrągłe trzy miesiące. Tuż po rozprawie pojechałaś do Mileny, odebrałaś klucze od jej starego mieszkania, po czym spakowałaś rzeczy, wsiadłaś w samolot i postanowiłaś zacząć od nowa. W Polsce już nic cię nie trzymało, wierzyłaś, że tutaj będzie łatwiej zapomnieć. Pomyliłaś się, ale uparcie wierzysz, że dasz radę. Podpisałaś kontrakt z włoskim Acqua Paradiso Busnago, więc zaraz po zakończeniu rehabilitacji wracasz do gry.
Po ponad godzinie krążenia po mieście w końcu docierasz pod halę. Po kilku minutach siedzisz już na trybunach i cierpliwie czekasz na wejście zawodników. Za chwilę słyszysz głośne okrzyki kibiców, podnosisz głowę znad telefonu i widzisz wbiegających na boisko graczy obu drużyn. Obserwujesz ich rozgrzewkę starając się ominąć zawodnika z numerem trzynastym. Niestety ci się nie udaje i wbijasz swoje spojrzenie właśnie w niego. Zmienił się. Jego zarost jest o wiele większy, włosy chyba trochę przydługie, a na jego ustach nie gości już uśmiech. Ewidentnie widać, że nie jest szczęśliwy, co wcale cię nie dziwi. Od Mileny wiesz, że jego małżeństwo okazało się kompletnym niewypałem i już dwóch miesiącach jego żona wniosła pozew o rozwód. Wiesz również, że chciał się z tobą skontaktować, jednak nie wiedział gdzie cię szukać.
Mecz od początku był bardzo zacięty. Drużyny szły łeb w łeb, a po każdym z zawodników było widać, że nie odpuści. Tylko jeden z nich był jakoś dziwnie nieobecny, niezbyt aktywny. Tak, to Polak z nazwiskiem Kubiak na plecach. Kiedy po kilku zepsutych przez niego akcjach Włosi osiągnęli czteropunktowe prowadzenie Andrea od razu dokonał zmiany i na plac gry wszedł Winiarski. Michał zszedł z boiska ze spuszczoną głową od razu kierując się do kwadratu, po czym skupił się na obserwowaniu gry kolegów. Natomiast ty nie mogłaś oderwać od niego wzroku, a on jakby czując na sobie czyjeś spojrzenie zacząć nerwowo rozglądać się po hali. I, niestety, natrafił wzrokiem na ciebie. Wbił w ciebie przeszywające spojrzenie, a ty wstałaś z miejsca. Chciałaś do niego pobiec, powiedzieć mu, jak bardzo ci go brakuje, jak bardzo tęsknisz. Jednak nagle pojawił się w tobie jakiś hamulec, zatrzymałaś się. Odwróciłaś się napięcie i wyszłaś z hali. Przypomniałaś sobie słowa, jakie przyjmujący wypowiedział po pijaku do swojego przyjaciela - Łasko, a on przekazał je tobie. Kubiak powiedział, że gdyby miał się teraz znów z tobą spotkać i porozmawiać, po tym jak ty go zostawiłaś i wróciłaś do męża, to byłby dla niego upadek, a on jest zbyt wielki, by upaść. Pomyślałaś, że gdybyś teraz do niego podeszła i powiedziała co czujesz to byłoby dla ciebie upokorzenie, upadek. A przecież ty jesteś zbyt wielka, by upaść. Oboje tacy jesteście. Zbyt wielcy, by upaść. 
__________________
W taki oto sposób kończymy historię Judyty. 
Wiem, że niektóre z Was spodziewały się innego zakończenia, ale ja po prostu nie umiałam inaczej postąpić :) Mam nadzieję, że w miarę Wam się ten koniec podoba :) 
Dziękuje Wam za wszystkie wejścia, komentarze, każdą minutę poświęconą  na czytanie moich wypocin ;)
Proszę, aby każda, która czytała zostawiła po sobie komentarz. Chcę po prostu wiedzieć ile naprawdę Was tu było :)
Hmm.. Nie wiem co jeszcze mam napisać, więc po prostu DZIĘKUJĘ ;*
Teraz widzimy się już tylko na znokautowanych :) 
I ostatni raz tutaj napiszę : 
Pozdrawiam ;*

czwartek, 15 sierpnia 2013

Siedem.

Teraz wiem, pozostał nam już tylko niesmak po tych kłamstwach ukrytych w dyskretnych gestach. 

Miesiąc. Dokładnie miesiąc minął odkąd wyprowadziłaś się z Kielc, a równocześnie zerwałaś kontakt z Michałem. Obiecałaś Krzyśkowi, że przestaniesz się z nim kontaktować, zlekceważysz wiadomości od niego i wszelkie próby kontaktu. Obietnicy dotrzymujesz. Zmieniłaś numer, przestałaś jeździć na mecze oraz starasz się o nim zapomnieć. Mimo wszystko nic nie wygląda tak jak wcześniej. Oglądanie PlusLigii nie sprawia już takiej przyjemności, ponieważ widząc jego twarz na ekranie lub słysząc nazwisko Kubiak padające z ust komentatorów przechodzą cię dreszcze, a oczy zachodzą łzami. Maleńka,  które, jak na złość, często słyszysz od męża wciąż przypomina ci o nim. Orzechowa czekolada i czerwone wino przypomina ci o wieczorze spędzonym z Michałem na opuszczonym moście. Twoje małżeństwo również nie przypomina tego sprzed kilku miesięcy. On nie potrafi ci zaufać, a ty nie potrafisz spojrzeć na niego tak jak wcześniej. Wasze rozmowy ograniczają się do błahych tematów lub kończą się kłótnią. Śpicie osobno, jecie osobno, żyjecie osobno, ale wciąż udajecie, że wszystko da się jeszcze naprawić. Wróciłaś dla Tosi, a czujesz, iż ona również cierpi. I nie potrafisz nic z tym zrobić. Czujesz się tak cholernie bezradna. Twoje życie cię przytłacza.
Kolejny szary dzień rozpoczynasz od mocnej dawki kofeiny wypitej w ciszy siedząc obok męża. Zniechęcona zmieniasz piżamę na czarne rurki, białą bokserkę i szeroką bluzę. Włosy upinasz w wysokiego koka, a tuż przed wyjściem narzucasz na siebie sportową kurtkę i wysokie kozaki, po czym wyruszasz na rehabilitację. Po ponad godzinnej wizycie w gabinecie pana Roberta robisz małe zakupy i wracasz do mieszkania. Opowiadasz Krzyśkowi o wrednej sąsiadce spod trójki, która tym razem ochrzaniła cię o zajęcie ‘jej’ miejsca parkingowego, co on kwituje krótki aha, żegna się z Tośką i wychodzi na trening. Wzdychasz ciężko, włączasz radio, z którego rozbrzmiewa “Kiedy powiem sobie dość”, podśpiewując pod nosem zabierasz się za gotowanie obiadu. Kiedy ulubiona zapiekanka twojego męża jest już gotowa ubierasz córkę i razem wychodzicie na spacer. Po przejściu waszej stałej trasy i krótkim pobycie na placu zabaw wracacie do domu, gdzie czeka już Lijek. Odgrzewasz posiłek, który zjadacie w ciszy niekiedy przerywanej przez Tosię, po czym twój mąż rozsiada się wygodnie na kanapie ze szklaneczką whisky w dłoni, a ty zamykasz się w sypialni z aktualnie czytaną książką. Wieczorem kąpiesz Małą, czytasz jej krótką bajeczkę na dobranoc i całując w główkę szepczesz kolorowych snów księżniczko. Patrzysz z rozczuleniem na jej miarowo unoszącą się klatkę i pozę, którą zawsze przybiera Krzysiek podczas snu, a w duchu błagasz o wehikuł czasu, aby znów było jak kiedyś.
 Ze wszystkich sił chciałaś naprawić to małżeństwo i przywrócić wasze idealne życie, jednak z każdym kolejnym dniem coraz wyraźniej widziałaś, że to nie ma sensu. Krzysiek, któremu podobno tak bardzo na tobie zależało przestał się tobą interesować. Dwoiłaś się i troiłaś, aby on wreszcie dostrzegł ciebie i twoje chęci, jednak nie przynosiło to większego efektu, a jego obojętność wciąż rosła. Coraz częściej nie było go w domu, a Tosia coraz częściej wspominała o niejakiej cioci Uli, którą jest zachwycona. On bawił się w najlepsze udając małżeństwo, a ty płakałaś po kątach z bezradności, którą, w pewnym sensie, sama sobie zaserwowałaś. Bo kto był temu wszystkiemu winny, jak nie ty ? Komu zachciało się nowej znajomości ? Komu zachciało się bliskiej osoby w Dąbrowie ? Komu zachciało się wystawić udane małżeństwo na próbę na rzecz romansu ? Kto uległ urokowi ledwo poznanemu siatkarzowi ? No kto, jak nie ty ? I chociaż dobrze wiesz, że sama zafundowałaś sobie taki los, to nie potrafisz sobie z tym poradzić. Rzeczywistość cię przerosła.
Zwlekasz się niewyspana z łóżka z podpuchniętymi oczami i kierujesz swoje kroki do łazienki. Opierasz dłonie o umywalkę i z pogardą na swoje lustrzane odbicie. Znów nie spałaś pół nocy czekając na powrót Krzyśka z rzekomego wypadu na piwo z kumplami. Wyzuta z jakichkolwiek emocji rozpoczynasz kolejny, nic nieznaczący dzień. Bierzesz gorący prysznic, ubierasz się i wychodzisz z mieszkania. Odpuszczasz sobie śniadanie, aby nie patrzeć na rozanielonego męża. Rezygnujesz z samochodu i powolnym krokiem zmierzasz ku hali. Odbywasz kolejny dzień rehabilitacji podczas której doktor przypomina ci o dzisiejszym meczu Iskiereczki. Już nawet tym przestałaś się przejmować, a w hali pojawiasz się tylko na rehabilitację. Po krótkiej rozmowie z panem Robertem wychodzisz z budynku i ruszasz w drogę powrotną. Wchodząc do klatki coś tchnęło cię, aby zajrzeć do dawno zapomnianej skrzynki pocztowej. Otwierasz ją, a twoim oczom ukazuje się dosyć pokaźna sterta listów, które zgarniasz i wchodzisz do pustego mieszkania. Na stole zastajesz kartkę z informacją, iż twoja córka przebywa z ojcem na hali. Wzdychasz ciężko, a na myśl od razu przychodzi ci niejaka ciocia Ula, która zawsze przebywa na treningach i meczach kieleckich szczypiornistów, i która dziwnym trafem zawsze ma czas oraz chęć, żeby zająć się młodą Lijewską. Ciekawa jesteś w jaki sposób Krzysiek odwdzięcza się młodej pani fotograf za opiekę nad córką. Prychasz i wyrzucasz kartkę do kosza, po czym z kubkiem kawy w ręce siadasz przy stole przeglądając listy. Pośród sterty rachunków i ulotek w oczy rzuca ci się śnieżnobiała koperta z dziwnie znanym ci pismem. Zręcznym ruchem ją rozrywasz i wyjmujesz z niej zaproszenie na ślub. Czujesz ukłucie w sercu czytając, iż ślub Michała Kubiaka i Katarzyny Fąfary odbywa się właśnie dzisiaj. Po twoim policzku spływają łzy, których nawet nie zamierzasz hamować. Czy jest ci przykro ? W pewnym sensie, jednak doskonale wiedziałaś, że w końcu to nastąpi, a nie zrobiłaś nic, aby to zmienić. Walczyłaś o małżeństwo, które w twojej ocenie stoi już na przegranej pozycji, zamiast zawalczyć o mężczyznę, którego naprawdę kochasz. Potrzebowałaś tyle czasu, aby zrozumieć to dopiero teraz, gdy jest już za późno.
Kilka minut przed godziną siedemnastą wstajesz z kanapy i ocierasz płynące łzy. Postanowiłaś, że skoro nie zawalczyłaś o Michała, to zawalczysz o Krzyśka chociażby po to, aby mieć pewność, że zrobiłaś wszystko, by ratować to małżeństwo. W pełni zdeterminowana, ubrana w klubową koszulkę męża wkraczasz na halę i siadasz na ostatnim wolnym krzesełku. Z ogromnym zainteresowaniem przyglądasz się walce pomiędzy szczypiornistom z Kielc i Płocka. W pełno oddajesz się niesamowitej atmosferze panującej na hali, dajesz ponieść się emocjom zapominając o problemach. Wydajesz z siebie dziki okrzyk, kiedy mecz kończy się wynikiem 29:22 na korzyść Kielczan. Uśmiechnięta podchodzisz do band reklamowych i przyglądasz się szalejącemu ze szczęścia Krzyśkowi z córką na rekach po drugiej stronie boiska. Machasz im ręką, jednak żadne z nich tego nie widzi. Próbujesz krzyczeć, lecz to również do nich nie dociera. I wtedy po raz drugi tego dnia nóż zostaje wbity w twoje serce. Do Lijka podchodzi klubowa pani fotograf i z namiętnością wpija się w usta Krzyśka. Ten wplątuje dłoń w jej długie, rude włosy i zachłannie oddaje pocałunki, po czym posyła jej firmowy uśmiech. Tosia bije brawo i przytula swoją ciocię.
Znieważając protesty ochroniarzy i głośne komentarze kibiców wbiegasz na boisko. W przypływie niezwykłej furii masz więcej siły niż Pudzianowski, więc bez problemu odpychasz Lijewskiego od swojej kochanki na kilka metrów, po czym okręcasz sobie jej włosy na ręce i szybkim ruchem uderzasz jej głową o kolano. Biedna nie spodziewając się takiego ataku pada na parkiet tracąc przytomność. Wtem ty podbiegasz do Krzyśka i sprzedajesz mu siarczystego liścia.
-Przepraszam pana, jest pan tym samym Lijewskim, który chciał ratować nasze małżeństwo ?! -wrzeszczysz sprzedając mu kolejne uderzenie.- Który prosił, żebym wróciła do Kielc ?! -twoja dłoń znów ląduje na jego policzku.- Który pragnął szczęścia naszej córki ?! -i znów.- Który kazał zerwać mi kontakt ze znajomymi z Dąbrowy, abym poświęciła się tylko jemu ?!- i po raz kolejny.- To ja latałam za tobą jak pies za suką, robiłam wszystko, żebyś mi wybaczył, starałam się jak głupia,  a ty na boku pierdoliłeś się z tą cizią ?! Do kurwy nędzy, Krzysiek trzeba było mi od razu powiedzieć, że nie chcesz dalej ze mną żyć i oszczędzić mi tego cierpienia ! -tym razem ucierpiało jego kolano od mocnego kopnięcia, a po chwili tuż obok ciebie zjawili się ochroniarze.
-Miałaś cierpieć tak samo, jak cierpiałem ja ! -wysyczał Lijewski.
-To wy nie jesteście w separacji ? -wtrącił się zdziwiony Jurecki.
-W jakiej kurwa separacji ?! Nie było żadnej separacji, ale niedługo będzie rozwód ! -krzyknęłaś, kiedy ochroniarze siłą wyprowadzali cię z hali pod bacznym spojrzeniem wszystkich obecnych. W głowie miałaś niesamowity mętlik, a cała nabuzowana byłaś emocjami. Sama nie wiedziałaś co w tym momencie czujesz, jednak przez twoje ciało przemawiała złość. Z trudem ubłagałaś znajomego ochroniarza, aby obyło się bez większych konsekwencji, a kiedy ten wyraził zgodę wybiegłaś z budynku jak poparzona. Wpadłaś do swojego BMW i łamiąc wszystkie możliwe przepisy drogowe dojechałaś do mieszkania. Pakujesz wszystkie swoje rzeczy, po czym kładziesz na stole karteczkę z informacją, iż wrócisz po Tosię. Uśmiechasz się pod nosem uświadamiając sobie, że brzmi to trochę jak groźba, po czym wybiegasz z mieszkania. Pakujesz wszystko do samochodu i ruszasz z piskiem opon. Mkniesz w kierunku Dąbrowy o wiele za szybko krzycząc ze złości. Bo po tym wszystkim już nawet nie jest ci przykro. Chociaż nie. Właściwie jest ci przykro, ale tylko z tego powodu, że tak okrutnie pomyliłaś się w stosunku do swojego męża. Jesteś zła, że tak się przed nim płaszczyłaś, że uwierzyła, iż ci wybaczył, że ryczałaś po nocach, że odpuściłaś walkę o Kubiaka. A kiedy w twojej głowie pojawia się Misiek złość zamienia się w smutek. Bo właśnie teraz on bawi się na swoim weselu. Po twoim policzku spływa pojedyncza łza, jednak szybko ją ocierasz i obiecujesz sobie, że już nigdy nie będziesz płakać przez żadnego faceta.
___________________
Kompletnie inaczej miało to wszystko wyglądać, ale ten rozdział wymknął mi się spod kontroli. 
Już wiem jak zakończę to opowiadanie i myślę, że niektóre z Was będą zawiedzione, ale cóż, stanęło na tym, że epilog będzie wyglądał tak jak planowałam na początku :) 
Aaa ! Ten blog oraz znokautowane uczucia zostały nominowane przez Kibicowe Love do konkursu "Najlepsze Opowiadanie 2013 Roku" (za co serdecznie dziękuje ;*), więc jeśli macie ochotę i uważacie, że któryś z tych blogów zasługuje na wygraną to zachęcam do głosowania tutaj. 
+ Zapraszam na nokaut trzeci :) 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Sześć.

Bo kiedy nie ma ciebie niewiele istnieje. Wiem, że tak trzeba, ale kurwa oszaleję teraz.

Budzisz się na kanapie przykryta kocem i opatulona silnymi, męskimi ramionami. Przez chwilę nie kontaktujesz, jednak zaraz przypominasz sobie wczorajszy wieczór i delikatnie się uśmiechasz. Zadzierasz lekko głowę do góry i widzisz słodką twarz Miśka. Poczochrane włosy, kilkudniowy zarost i niewinny wyraz twarzy niezwykle cię rozczulają. Przymykasz oczy i widzisz jego cudowny uśmiech, przez co kąciki twoich ust również wędrują ku górze. Kiedyś właśnie tak wyobrażałaś sobie swój ideał. Wysoki i dobrze zbudowany szatyn o niebieskich oczach i pięknym uśmiechu. W dodatku odważny,a  zarazem czuły i po uszy w tobie zakochany. Zawsze mijając przystojnych szatynów uruchamiałaś swój seksapil. Potrafiłaś kokietować każdego z nich, aż w końcu ci ulegali. Mogłaś mieć każdego. A później poznałaś Krzyśka i sama nie wiesz kiedy to wszystko tak szybko się potoczyło, że niespełna rok od pierwszego spotkania stanęliście na ślubnym kobiercu. Nigdy nie zastanawiałaś się, czy to właśnie ten jedyny, wymarzony, wyśniony. Nigdy nie miałaś na to czasu, a twoje działania zawsze są spontaniczne, więc wtedy również długo się nie zastanawiałaś. Doskonale pamiętasz, jak w biegu rezerwowaliście salę, kupowaliście obrączki i przyśpieszaliście nauki przedmałżeńskie. Pamiętasz, jak wszyscy wokół pytali, czy jesteście tego pewni, czy nie warto jeszcze poczekać, czy nie lepiej zorganizować wszystko w spokoju. Pamiętasz jak lamentowała twoja mama, gdy nie reagowałaś na prośby o przełożenie ślubu i dokładne przemyślenie tej decyzji. Ty jednak wiedziałaś swoje i nie miałaś zamiaru słuchać nikogo innego. Krzysiek podobnie. Wszyscy byli zaskoczeni, kiedy po ślubie zamieszkaliście osobno. Pamiętasz jak miałaś ochotę rozszarpać swoje wredne ciotki, kiedy obstawiały ile przetrwa to małżeństwo. Na złość wszystkim wiodło wam się idealnie, dopóki nie poznałaś Kubiaka, a Lijek nie zaczął się oddalać. Teraz zastanawiasz się, czy twoja mama aby na pewno nie miała racji mówiąc, że ta decyzja nie jest przemyślana. Że jeszcze będziesz tego żałować. Ale czy tego żałujesz ? Nie wiesz. Nie wiesz czy jeszcze go kochasz. Nie wiesz czy jesteś w stanie nadal z nim żyć. Kubiak namącił ci w głowie i teraz sama nie wiesz, czego chcesz. Wiesz tylko, że musisz dążyć do szczęścia swojej córki, a to szczęście może dać jej kochająca się rodzina. Wiesz, że musisz spróbować, ale jednocześnie zdajesz sobie sprawę, że to będzie cholernie trudne, bo nie potrafisz uwolnić się od Michała. Kręci cię, jednak wciąż wmawiasz sobie, iż to tylko seks. Próbujesz utwierdzić się w przekonaniu, że nic do niego nie czujesz. Ale jak wytłumaczyć to, że tak dobrze jest ci w jego towarzystwie ? Że w jego ramionach czujesz się bezpieczniej niż w ramionach męża ? Że uwielbisz jego pociągające spojrzenie, a jego cudowny uśmiech dodaje ci sił ? Uwielbiasz na niego patrzeć, przeżywać z nim chwile uniesienia, słuchać słodkiego, zachrypniętego głosu. Najchętniej zamknęłabyś go w jakimś pomieszczeniu, aby mieć go tylko i wyłącznie dla siebie. Jednak wiesz, że tak nie można. Że on ma swoje życie, siatkówkę, a przede wszystkim narzeczoną i nie poświęci kilkuletniego związku dla ciebie, bo zwyczajnie nic do ciebie nie czuje. Tak ci się przynajmniej wydaje. Czy cię to boli ? Owszem, właśnie poczułaś, że to zabolało cię bardziej, aniżeli upadek na glebę twojego małżeństwa, którego nie potrafisz z powrotem postawić do pionu. Jesteś zła, bo czujesz się bezsilna, a doskonale wiesz, że nie powinno tak być. Nienawidzisz tego uczucia, ale równocześnie nie potrafisz sobie z nim poradzić. Ty - silna kobieta o wrednym charakterze zostałaś złamana własną niemocą. 
Ocierasz pojedyńczą łzę spływającą po twoim policzku i delikatnie uwalniasz się z objęć Michała, po czym kierujesz się do łazienki. Bierzesz szybki prysznic, ubierasz szare dresy i luźną koszulkę, a włosy wiążesz w kitkę, po czym udajesz się do kuchni. Rozglądasz się po pomieszczeniu i stwierdzasz, że nie masz nawet z czego zrobić śniadania. Zrezygnowana ubierasz kurtkę i buty, chwytasz portfel, po czym po cichu wychodzisz z mieszkania. W małym sklepiku na rogu kupujesz kilka potrzebnych produktów, po czym wracasz do mieszkania i przygotowujesz jajecznicę podśpiewując next to me lecącą w radiu. Stoisz tyłem do drzwi wyjmując talerze, kiedy czujesz czyiś oddech na szyi i ręce na biodrach. Uśmiechasz się, lekko odwracając głowę, po czym obdarowujesz Michała całusem w policzek.
-Dzień dobry śpiochu -śmiejesz się nakładając jajecznicę na talerze.
-Po takim poranku musi być dobry -uśmiecha się i razem zasiadacie do stołu. Jecie w ciszy ukradkiem przyglądając się drugiemu. Napawasz się jego krótkim spojrzeniem utwierdzając się w przekonaniu, że nie chcesz, aby wychodził. Wolałabyś, żeby został z tobą na cały dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Karcisz się jednak w myślach, bo przecież to niemożliwe, żebyś się w nim zakochała.
-Jakie plany na dziś ? -odzywa się w końcu Michał.
-Rehabilitacja i błogi opierdaling. Przyłączysz się ? -uśmiechasz się zalotnie, a przyjmujący kiwa przecząco głową, przez co czujesz się lekko rozczarowana.
-Dzisiaj jadę wybrać garnitur.
-Garnitur ? -mrużysz oczy i patrzysz na niego zdziwiona.
-Owszem. Za niecały miesiąc ślub, a Kasia denerwuje się, że wszystko jest jeszcze w proszku -wywraca oczami, po czym promiennie się uśmiecha.
-Ślub -jęknęłaś przeciągle wbijając wzrok w blat stołu. Zabolało ? Owszem, bardzo. Ukucie z lewej strony klatki piersiowej potwierdziło twoje szczere uczucie wobec przyjmującego. A jego radość na wspomnienie o ślubie potwierdziło jego brak uczucia wobec ciebie. Twoje oczy robią się szklące, a w gardle wyrasta ogromna gula. Kubiak wstaje z krzesła i staje za tobą oplatając szyję rękoma. Czujesz jego oddech na karku i wzdychasz głęboko, aby za chwilę nie rozkleić się jeszcze bardziej.
-Przecież wiesz, że my nie możemy być razem -szepce wprost do twojego ucha lekko przygryzając jego płatek. Doskonale o tym wiesz, dlatego tak cholernie przez to cierpisz. Może to nie jest wielka miłość z fajerwerkami, ale będąc w jego towarzystwie serce mocniej ci bije. W pewnym sensie już nie potrafisz bez niego żyć, ale wiesz, że stopniowo musisz się tego nauczyć. Bo jego za chwilę nie będzie. A na pewno nie przy tobie i nie dla ciebie.
Misiek subtelnie całuje twoją szyję powoli krocząc w kierunku kanapy. Siada na niej, po czym sadza cię okrakiem na swoich biodrach i ponownie składa pocałunki na twojej szyi i obojczyku. Odchylasz głowę w tył mrucząc cicho, czym dajesz mu satysfakcję. Zdejmuje twoją koszulkę i stanik, po czym pieści twoje piersi i zostawia na nich mokre ślady swoich ust. Taką samą dróżkę wyznacza od piersi do bioder, a po chwili zostajesz w samej bieliźnie. Wpijasz się w jego malinowe usta i drażniąc językiem jego podniebienie pozbywasz go koszulki. Błądzisz rękoma po jego plecach i obcałowujesz nagi tors. Zjeżdżasz ręką w dół i rozpinasz jego spodnie, po czym zdzierasz z niego dolną część garderoby. Wchodzi w ciebie, a ty wydajesz z siebie ciche jęknięcie. Poruszasz biodrami według nadanego przez niego rytmu cichu dysząc. Tulisz się do jego nagiej klatki piersiowej i skradasz krótkie pocałunki. Delektujesz się nim, jak jeszcze nigdy wcześniej. Traktujesz to uniesienie jak ostatnie pożegnanie, a ta myśl zabija cię od środka. Nie chcesz tego, ale wiesz, że musisz. Oboje musicie. Wpijasz się w jego usta i w namiętnym pocałunku przelewasz wszystkie swoje emocje. Opadacie na kanapę i ciężko dysząc wpatrujecie się w swoje oczy. Okrywasz swoje nagie ciało kocem, a twarz chowasz w dłoniach. Masz niesamowity mętlik w głowie, jednak coś w podświadomości podpowiada ci, że dobrze robisz żegnając  się z Kubiakiem. Kiedy muska twoje odkryte ramie emocje się w tobie kłębią, a zamiast krzyczeć z bezradności, ty płaczesz. Odpychasz go od siebie i spuszczasz wzrok.
-Idź już. Skoro i tak mamy się rozstać, zróbmy to teraz -starasz się być twarda, ale twoje oczy zdradzają co czujesz. On też to widzi, jednak nic nie mówiąc ubiera się i ostatni raz muskając twoje wargi szepce ciche będę pamiętał, maleńka, po czym wychodzi. Siedzisz na kanapie jedynie okryta kocem cicho łkając. Jeszcze niedawno nawet nie pomyślałabyś, że to cię tak zaboli.
Znalazłaś w sobie wystarczająco dużo siły, aby pójść na rehabilitację. W gabinecie doktora spędziłaś nieco ponad godzinę, po czym od razu wsiadłaś w samochód i udałaś się w kierunku swojego mieszkania. Wychodzisz z windy i grzebiąc w torebce w poszukiwaniu kluczy dochodzisz pod drzwi. Podnosisz głowę i głośno przełykasz ślinę. Naprzeciwko ciebie stoi twój mąż z ogromnym bukietem czerwonych róż, a w wózku spokojnie śpi twoja córeczka. Uśmiechasz się nikle i gestem zapraszasz go do środka. Robisz dwie kawy i razem siadacie na kanapie, na której jeszcze kilka godzin temu żegnałaś się z Michałem.
-Chyba musimy porozmawiać -zaczyna i wbija w ciebie przeszywające spojrzenie.- Pozwól, że najpierw ja wszystko  siebie wyrzucę. Wiem o twoich zdradach. I proszę, nie zaprzeczaj. Może ostatnio zbytnio nam się nie układało i oboje jesteśmy temu winni, ale ja naprawdę chcę to naprawić. Chcę, żeby znów było jak dawniej. Mogłabyś wrócić do Kielc, choć na te kilka miesięcy. Moglibyśmy zacząć od nowa, z czystym kontem dla nas i dla Tosi. Tylko czy ty nadal tego chcesz ? -spojrzał na ciebie oczami przepełnionymi smutkiem i nadzieją, pozbawionymi blasku. Przymknęłaś na chwilę oczy próbując spokojniej sobie to wszystko przeanalizować. Kiwasz głową na znak, że się zgadzasz. Czemu ? Bo właściwie i tak nie masz już nic do stracenia, a teraz możesz już tylko zyskać. I z tak pozytywnym tokiem myślenia zabrałaś się za pakowanie swoich rzeczy przyglądając się ukradkiem szczęśliwemu Krzyśkowi oraz roześmianej buzi Tosi, w międzyczasie czytając krótką wiadomość od Michała to chyba jednak jest miłość. 
______________________
chujowe jak nieszczęście, przepraszam. 
jeszcze jeden lub dwa rozdziały i epilog. wiem, ze miało być dłuższe, ale nie chcę tego przeciągać, bo straci swój urok o ile takowy ma ;) 
mam dwa pomysły na zakończenie. i teraz pytanie : z happyendem czy bez ? 

Zakręcona, dziewczyno uwielbiam Twoje komentarze 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Pięć.

Może jutro zniknę, lecz w tej sekundzie oddycham, o jutrze nie myślę, bo jeszcze przede mną dzisiaj.

Przyciska cię do ściany i mocno wpija się w twoje usta. Język niemal wpycha ci do gardła, a ciebie to pociąga. Całuje każdy centymetr twojego obojczyka, a ręką podwija twoją sukienkę. Zwinnym ruchem ściąga twoje figi i rzuca je na podłogę. Jego zwinne palce lądują w twojej pochwie i wykonują coraz śmielsze ruchy. Starasz się opanować swój jęk, ciągniesz go za włosy, wbijasz paznokcie w kark, a on tylko się uśmiecha.
-To dopiero początek, maleńka -szepce i sadza cię na sedesie, po czym rozszerza twoje nogi. Jego głowa ląduje między twoimi udami, a język ponownie czyni cuda. Twoje ciało opanowuje fala gorąca, wyginasz się w łuk. Kwilisz, jęczysz, syczysz czym motywujesz go do jeszcze lepszej pracy. Po chwili uciszasz się i odpychasz go lekkim kopnięciem. Patrzy na ciebie zdziwiony. Wstajesz, podchodzisz do niego i oblizujesz jego dolną wargę jednocześnie rozpinając jego pasek. Uśmiecha się zawadiacko i pozwala dokończyć ci robotę. Ściągasz jego spodnie i bokserki, po czym popychasz na sedes i siadasz na niego. Wydajecie z siebie jęk rozkoszy i z każdą chwilą wasze ruchy robią się coraz szybsze. Po chwili oddajecie się niesamowitej ekstazie. On mocno ściska twoje biodra, ty zostawiasz czerwone pręgi na jego plecach. Dyszycie ciężko. Składa ostatni pocałunek na twoich wargach, ubiera się i bez słowa opuszcza kabinę. Nadal siedzisz oszołomiona, a twoje policzki aż płoną. Wstajesz powoli i na miękkich nogach zakładasz bieliznę, poprawiasz sukienkę. Już masz wychodzić, kiedy słyszysz rozmowę dwóch wchodzących do środka mężczyzn.
-Stary, przecież ja widzę, że coś jest nie tak. My już nawet ze sobą nie rozmawiamy, a co dopiero mówić o seksie -ten głos rozpoznasz na końcu świata. Jesteś pewna, że to twój mąż.
-Myślisz, że kogoś ma ? -Jurecki, tutaj też nie masz wątpliwości.
-Tak mi się wydaje. Najłatwiej byłoby to zakończyć i przestać się męczyć, ale ja nie potrafię bez niej żyć.
-To może z nią pogadaj ? -błysnął inteligencją, nie ma co.
-I myślisz, że się przyzna ? Postaram się ściągnąć ją do Kielc, albo chociaż trochę bliżej -słyszysz już oddalony głos i trzaśnięcie drzwi. Opierasz się o ścianę i oddychasz głęboko. Budzi się w tobie strach, że za chwilę wszystko może się wydać. Że jeden źle wykonany ruch może odebrać ci Krzyśka i wywrócić cały twój świat do góry nogami. Boisz się, ale kiedy w twojej głowie pojawia się Kubiak momentalnie o tym zapominasz. Nie potrafisz określić, który z nich jest dla ciebie ważniejszy i wiesz, że to może cię zgubić. Przeraża cię to, jak daleko zabrnęła twoja znajomość z Michałem, ale równocześnie nie chcesz tego przerywać. Przecierasz twarz dłońmi i próbujesz pozbierać myśli. Powoli wychodzisz  z łazienki, wracasz na salę i zajmujesz swoje miejsce. Zaczynasz rozmowę z Krzyśkiem, ale swój wzrok skupiasz na Kubiaku. A ten jak gdyby nigdy nic masuje udo swojej narzeczonej i szepce jej słodkie słówka na ucho, od których się rumieni. I uśmiecha się do ciebie zalotnie nie zważając na to, że obok siedzi twój mąż, a jego panna ledwo powstrzymuje podniecenie. I wkurwia cię to niesamowicie, a dobija cię myśl, że nie możesz nic z tym zrobić. Co najwyżej możesz się upić, aby zapomnieć i właśnie tak postępujesz.
Następnego dnia otwierasz oczy i od razu wydajesz z siebie głośny jęk z bólu. Każdy ruch głowy przysparza ci go jeszcze więcej, więc leżysz bez ruchu i tępo wpatrujesz się w sufit próbując przypomnieć sobie, co działo się, gdy wróciłaś z łazienki. Przypominasz sobie kolejkę wypitą z Jurecki. I Rastko. I Szmalem. I Zormanem. I Tkaczykiem. I trenerem. A później już tylko pojedyncze przebłyski. Karcisz się w myślach zakrywając twarz dłońmi, a do sypialni wchodzi Krzysiek. Opiera się o futrynę i patrzy na ciebie, a na jego twarz wkracza uśmiech. Kręci lekko głową nie dowierzając, że jego żona była zdolna doprowadzić się do takiego stanu. Podchodzi cicho do łóżka i delikatnie całuje cię w czubek głowy. Patrzysz na niego zaskoczona,  a on słodko się do ciebie uśmiecha, jednak ciebie już to nie interesuję, bo jesteś zapatrzona w wodę, którą ci przyniósł.
-Judytka, myślałaś już coś o powrocie do Kielc ?
-Wrócę, jak skończę grać. Przecież wiesz, że tutaj nie mam żadnych możliwości.
-To może chociaż gdzieś bliżej ? -patrzy na ciebie z nadzieją słodko się szczerząc, a ty najchętniej zapadłabyś się pod ziemię lub z powrotem poszła spać, byleby tylko zakończyć tę rozmowę.
-Niby gdzie ?! Krzysiek, proszę cię, daj już spokój -wzdychasz podenerwowana.
-No tak, zapomniałem -unosi się teatralnie i zaczyna nadmiernie gestykulować, co oznacza, że za chwilę wybuchnie.- Możesz pieprzyć się do woli z kim popadnie, bo nikt cię nie kontroluje ! Dobrze się bawisz ?!
-Pojebało cię ?! Krzysiek, przecież jestem ci wierna ! -również wybuchasz. Kłamiesz jak z nut, aż sama się dziwisz, że nie sprawia ci to żadnego problemu.
-Przestań pieprzyć -rzuca jeszcze zrezygnowany, po czym słyszysz trzask drzwi. Zdenerwowana uderzasz pięścią w poduszkę, zaciskasz zęby i idziesz do łazienki. Szybki prysznic daje ci orzeźwienie i chwilowe ukojenie. Połykasz dwie aspiryny, zbierasz swoje rzeczy i po piętnastu minutach siedzisz już w swoim samochodzie. Odpalasz silnik i w akompaniamencie Myslovitz wyjeżdżasz do Dąbrowy.
Tydzień. Minął tydzień od Sylwestra i twojej kłótni z mężem. Nadal ze sobą nie rozmawiacie. Od żony Jureckiego, a twojej przyjaciółki wiesz, że boli go ta sytuacja tak samo jak ciebie, jednak nie masz zamiaru wyciągnąć pierwsza ręki. Myślisz o tym codziennie i codziennie obiecujesz sobie, że zerwiesz kontakt z Michałem. Ale później znów się pojawia i mówi do ciebie tym zachrypniętym głosem, który uwielbiasz słodkie Maleńka, a swoim zarostem łaskocze twoją szyję i po raz kolejny twoje plany idą na spacer.
Biegasz spóźniona po mieszkaniu utykając lekko na prawą nogę, która boli cię już od kilku dni. Zła na siebie, że znowu zaspałaś pakujesz torbę treningową i w biegu cmokasz córkę w policzek przypominając jej, że ma być grzeczna. Wpadasz do samochodu i jadąc o wiele za szybko docierasz na halę, gdzie trwa już rozgrzewka. Przebierasz się szybko i biegniesz na boisko. Po kilku minutach rozciągania na boisko wchodzą pierwsze szóstki zespołów z Dąbrowy i Muszyny. Rozpoczyna się mecz. Spotkanie jest niezwykle zacięte, a ty nie możesz dać z siebie stu procent, ponieważ twoje kolano nie daje za wygraną. Kolajna akcja. Piłka z rąk Dirickx leci w twoim kierunku, lekki rozbieg, wyskok i… upadek. Leżysz na boisku zwijając się z bólu, a po twoich policzkach płyną łzy. Zostajesz zniesiona z parkietu i zajmują się tobą klubowi lekarze, którzy po kilku minutach oznajmiają, że bez wizyty w szpitalu się nie obędzie. I właśnie tam lądujesz późnym popołudniem. Lekarze robią ci kilka badań, po czym stwierdzają, iż konieczna jest operacja. Zgadasz się i w efekcie wieczorem trafiasz na blok operacyjny.
Po czterech dniach od operacji zostajesz zaproszona do gabinetu twojego lekarza prowadzącego. Powoli podchodzisz do drzwi numer 35. i niepewnie pukasz. Po usłyszeniu cichego proszę wchodzisz do środka i zajmujesz miejsce naprzeciwko doktora Trzecianowskiego.
-Niestety nie mam dobrych informacji -oznajmia przybierając poważny wyraz twarzy. Krzywisz i prosisz, aby kontynuował.- Musi przerwać pani treningi na co najmniej pięć najbliższych miesięcy.
-Żartuje pan ?! -wytrzeszczasz oczy nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałaś.
-Chciałbym. Kontuzja okazała się poważniejsza, niż się na początku wydawało.
-Teraz jest najważniejsza faza OrlenLigii, zaraz po jej zakończaniu zaczynamy zgrupowanie. W sierpniu rozpoczyna się World Grand Prix siatkarek, to jest naprawdę ważne. Ja muszę grać ! -patrzysz na niego błagalnym wzrokiem, a twój głos zaczyna drżeć.
-Bardzo mi przykro -wzrusza tylko ramionami i przypomina ci o regularnej rehabilitacji, po czym oznajmia, że możesz wracać do domu. Zdenerwowana wracasz do sali, którą zajmowałaś przez ostatnie dni i zbierasz swoje rzecz. W podłym nastroju wracasz do pustego mieszkania, ponieważ Tosia jest u twoich rodziców i przebierasz się w dres. Otwierasz piwo, a z szuflady wyciągasz paczkę miętowych marlboro. Opatulasz się szczelnie w koc i wychodzisz na balkon. Zaciągasz się mocno nikotyną, co wywołuje u ciebie krótki zawrót głowy, bo już tak dawno nie paliłaś. Świat wali ci się na głowę, a ty nawet nie masz się do kogo odezwać, bo Antosi nie ma, a Krzysiek nie dość, że wciąż jest na ciebie obrażony to w dodatku nie mógł wyrwać się z treningów. Milenie również nie udało się uprosić trenera. Tak więc siedzisz rozbita na balkonie wdychając samotność i mroźne powietrze oraz wsłuchując się w kojący głos Ostrowskiego. Twój idealny spokój przerywa dzwonek do drzwi. Niechętnie gasisz szluga i wyswobadzasz się z objęć swojego kochanego kocyka w misie i idziesz otworzyć. Wywracasz oczami widząc osobę obładowaną w pudełka z pizzą i płyty DVD z filmami.
-Czego chcesz ? -pytasz oschle wbijając w niego morderczy wzrok.- Nie mam dzisiaj ochoty na zaspakajanie twoich potrzeb.
-A bo ty to zawsze o jednym -wzdycha wpychając ci się do mieszkania.
-A kto mi powiedział, że to tylko seks ?
-Zawsze musisz się czegoś uczepić ? Słyszałem co się stało, więc domyśliłem się, że potrzebujesz dobrego towarzystwa i jakiegoś porządnego zajęcia, tak więc oto jestem ! -wymachuje rękoma i upuszcza płyty, które po chwili razem zbieracie.
-Oj Kubiak, Kubiak -wywracasz teatralnie rękami.- Co mi proponujesz ? -pytasz i wyrywasz mu filmy. Po kilku minutach sprzeczki w końcu decydujecie się na melodramat, po czym usadawiacie się wygodnie na kanapie z pudełkiem pizzy na kolanach. Siedzisz opierając głowę na miśkowym ramieniu co chwilę wybuchając śmiechem przez jego ciągłe komentowanie akcji i uświadamiasz sobie, jak cholernie dobrze się przy nim czujesz. Okazuje się, że jest dobry nie tylko w łóżku. Gdyby się postarał mógłby być świetnym partnerem, a nie tylko kochankiem.
____________________
I co teraz ? Z jednej strony Krzysiek, który powoli wszystkiego się domyśla, a którego ona kocha. Z drugiej pociągający Misiek, którego nie chce tracić. Pojebało się. 
Po pierwsze przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale moja wena uciekła i za cholerę nie chce wrócić, co pewnie widać po tym niezbyt udanym rozdziale. 
Co powiecie o nowym wyglądzie ? Może być ? :) 
Nowakowski zakończony, więc teraz zapraszam na Winiarskiego ! :D


Kieleccy szczypiorniści rozpoczęli przygotowania do sezonu :D Więcej zdjęć tutaj :) 

piątek, 12 lipca 2013

Cztery.

"Za późno, oszustwo niszczy więź już tak bywa
Uważaj, bo ta prawda może być nieprawdziwa."

Boże Narodzenie. Dla ciebie to kolejne znienawidzone święto. Sztucznie uśmiechnięci ludzie rozsiewający wokół sztuczną woń uprzejmości. Sztuczne wesołych świąt przekazywane z ust do ust przez wszystkich napotkanych ludzi. Facet ubrany w czerwono-biały kostium ze sztuczną brodą odwalający swoją robotę, za którą pewnie i tak otrzyma nędzne grosze. Prezenty kupowane tylko dlatego, że tak wypada, gotowanie dwunastu potraw, bo tak nakazuje tradycja. Składanie życzeń, dzielenie się opłatkiem, wyjście na pasterkę, jazda przez pół Polski na rodzinne święta u teściów - nic z wymienionych czynności nie wywołuje u ciebie większych emocji. No chyba, że odruch wymiotny też się liczy.
Siedzisz w Toyocie Krzyśka obserwując z rozbawieniem jak nuci Last Christmas. Dla Lijka czas świąt to najlepszy okres w roku. Zawsze z uśmiechem na ustach pomaga w przygotowaniach, a ty zaszywasz się pod kocem z kubkiem gorącej czekolady w ręce i udajesz, że cię nie ma.
-Przemyślałaś już sprawę z Sylwestrem ? -z zadumy wyrywa cię głos męża.
-Musimy tam iść ?
-Nie, ale naprawdę mi na tym zależy. To pierwszy taki Sylwester organizowany przez klub i chciałbym tam być. Poza tym znasz się z żonami niektórych chłopaków i raczej byś się tam nie nudziła.
-Tak, ale…
-Ty ostatnio zawsze masz jakieś  ale -przerywa ci i wywraca oczami. Opierasz głowę na zagłówku i głośno wzdychasz zdając sobie sprawę, że Krzysiek ma rację. Ostatnio spędzacie ze sobą bardzo mało czasu, a wasze rozmowy ograniczają się do wymiany uwag na temat pogody lub innym kompletnie nieistotnym czynniku. Zdajesz sobie sprawę, że tak się dzieje przede wszystkim przez twoje zachowanie i wieczny brak czasu dlatego masz jeszcze większe wyrzuty sumienia. Spoglądasz na Lijewskiego. W jego oczach nie szaleją już te znajome iskierki, a dominuje smutek i żal.
-A nie wolałbyś spędzić tej nocy wyłącznie ze mną pod ciepłą kołderką ? -uśmiechasz się kusząco i poruszasz brwiami.
-Tak mam zamiar spędzić całe święta -śmieje się. Na twoją twarz również wkrada się uśmiech.
-Dobra, jedźmy na tego Sylwestra -mówisz lekko zrezygnowana, po czym obserwujesz euforię szczęścia rozgrywającego.- A mówili, żebym wyszła za jakiegoś poukładanego faceta, odpowiedzialnego prawnika…- zaczynasz marudzić, jednak po chwili zostajesz zagłuszona przez śpiew szczypiornisty i śmiech Tosi. W duchu obiecujesz sobie, że zaczniesz bardziej dbać o rodzinę, a w tym samym momencie dostajesz wiadomość. Kubiak życzy ci wesołych świąt. Uśmiechasz się pod nosem. I znów liczy się tylko przyjmujący, a twoje postanowienie szlag trafił.
Kilka minut po siedemnastej dojeżdżacie na miejsce. Zaraz po zaparkowaniu auta wita was Karolina, mama Krzysia, po czym od razu zabiera ci córkę. Wy w spokoju wyciągacie walizki i wnosicie wszystko do domu. Ledwo przekraczacie próg, a już ogarnia was rodzinna atmosfera. Dokładnie ta, której ty nienawidzisz, i którą uwielbia twój mąż. Zostawiacie bagaże w jego starym pokoju i wracacie do salonu, aby przywitać się z Marcinem, Justyną i Natalką. Rzucasz się Marcinowi na szyję. Można szczerze powiedzieć, że uwielbiasz tego człowieka. Znasz go jeszcze dłużej niż Krzyśka, przyjaźnicie się i wiecie o sobie wszystko.
Siadasz w twoim ulubionym fotelu tuż obok okna. Okrywasz się grubym kocem i z kubkiem gorącej czekolady z bitą śmietaną przyglądasz się zabawie Tosi i Natalki. Po chwili podchodzi do ciebie młodszy Lijewski i zaczyna subtelnie całować cię po szyi, jednak szybko go spławiasz. Zawiedziony wraca pomagać swojej mamie w kuchni, co nie umyka uwadze Marcina. Twój spokój przerywa kolejny SMS od Michała, a kąciki ust wędrują ku górze. Po raz kolejny odpisujesz, co również zauważa twój szwagier.
-Musimy pogadać -podchodzi do ciebie, zabiera koc i wyciąga rękę w twoim kierunku. Patrzysz na niego zaskoczona, ale wstajesz. Posłusznie podążasz  za nim do przedpokoju i wedle jego prośby zaczynasz się ubierać.- Wychodzimy ! -oznajmia, po czym wychodzicie na mroźne powietrze. W ciszy przemierzacie puste chodniki Ostrowa.
-Co z wami ?
-Nie rozumiem -marszczysz brwi i spoglądasz na Marcina.
-Nie poznaję was. To już nie jest ta sama dwójka zakochanych w sobie po uszy ludzi, którzy świata poza sobą nie widzą.
-Każda miłość kiedyś dojrzewa -próbujesz się jakoś wytłumaczyć, jednak nawet dla ciebie ta wymówka jest bez sensu.
-I dla ciebie wasza miłość dojrzała ?! Bo moim zdaniem ona zwyczajnie was opuściła -cisza. Nie odpowiadasz, wbijasz wzrok w słup, który wydaje się niezwykle interesujący.- Masz kogoś -bardziej stwierdza niż pyta. Nadal nic nie mówiąc stawiasz kolejne kroki zła na siebie, że nie potrafiłaś tego ukryć. Bo nawet dziecko jest w stanie zauważyć jak szczerzysz się do telefonu, gdy dostajesz kolejnego SMSa.- Czy Krzysiek jest naprawdę aż tak ślepy ? Judyta, lubię cię. Jesteś naprawdę świetną babką, myślę, że idealną kobietą dla mojego brata dlatego na razie o niczym mu nie powiem. Daję ci szansę, skończ to jak najszybciej -mierzy cię wzrokiem. Nie potrafisz mu nawet spojrzeć w oczy, spuszczasz głowę i w skupieniu obserwujesz czubki swoich kozaków. On tylko ciężko wzdycha i odchodzi w kierunku swojego rodzinnego domu. A ty nadal stoisz wstrząśnięta. Nie czujesz nawet zimna. Zabił cię. Zabił cię emocjonalnie i teraz kompletnie nie wiesz co robić.
Trzydziestego z powrotem pakujecie te same walizki do samochodu z dodatkiem kilku toreb z jedzeniem. Następnie żegnacie się ze wszystkimi po kolei.
-Pamiętaj o naszej rozmowie -szepcze ci Marcin, kiedy się do niego przytulasz. Kiwasz lekko głową i bez słowa wsiadasz do auta. Po chwili czyni to także Krzysiek i ruszacie w kierunku Kielc. Cała podróż mija wam w ciszy, a ty co rusz usuwasz kolejne wiadomości od Kubiaka. Postanowiłaś ratować swoje małżeństwo, a nie romans z przyjmującym.
Sylwester, dwie godziny przed wyjściem. I chociaż inne kobiety dopiero wracają od fryzjera, kosmetyczki, masażystki czy chuj wie skąd, ty w spokoju kończysz oglądać powtórkę meczu. Leniwie podnosisz tyłek z kanapy i wyrzucasz opakowanie po twoich ulubionych ciastkach. Udajesz się do łazienki, aby zażyć gorącej kąpieli. Ubierasz się w tak znienawidzoną przez ciebie część garderoby, jaką jest sukienka i robisz troszeczkę mocniejszy makijaż niż zwykle. Włosy delikatnie falujesz i zostawiasz rozpuszczone. Po chwili wychodzicie z mieszkania.
Witasz się ze wszystkimi wokół i powoli masz dosyć wymuszonych komplementów i słodziutkich uśmieszków. Gdzieś pomiędzy powitaniem z żoną Jureckiego, a wymianą uśmiechów z Bieleckim widzisz coś, co od razu zwraca twoją uwagę.
-Kto to ? -pytasz cicho męża wskazując ruchem głowy na niewysoką blondynkę witającą się z Wentą.
-Kasia, chrześnica trenera -oznajmia spokojnie. Normalnie by cię to nawet nie zainteresowało, gdyby nie to, że dziewczyna trzymała za rękę Kubiaka. Zszokowana zajmujesz swoje miejsce, a obok ciebie siada owa blondynka. Jest niezwykle wygadana i niemal od razu zaczyna rozmowę. Z uprzejmości odpowiadasz na wszystkie jej pytania, jednak w środku już się gotujesz. Kubiak od razu to zauważa i zaprasza cię na parkiet. Niepewnie chwytasz jego dłoń i pełna obaw poddajesz się muzyce.
-Dlaczego tu przyszedłeś ? Doskonale wiedziałeś, że tu będę -rzucasz z powagą, a on tylko prycha.
-I co z tego ? Miałem zrezygnować z takiej imprezki ? -mówi z wyraźnym rozbawieniem, co cholernie cię wkurwia.- Poza tym -nachyla się i szepcze ci wprost do ucha.- Nas nic nie łączy, to tylko seks -wyrywasz się z jego uścisku i szybkim krokiem wchodzisz do łazienki. Zaciskasz pięści i przyglądasz się swojemu odbiciu w lustrze. Nagle wchodzi on. Bez żadnych skrupułów obejmuje cię w pasie i zaczyna całować twoją szyję.
-Ale nie powiedziałem, że to mało dla mnie znaczy -mruczy i łączy wasze wargi w namiętnym pocałunku. Wpycha cię do jednej z kabin i szybko doprowadza do szału. Poddajesz się. Po raz kolejny.
______________
Witam Was z czwóreczką :) 
Judyta jest suką, wiem.
Nie umiem oceniać swoich rozdziałów, więc na tym zakończmy :) 
Ogłoszenia parafialne : 
Stworzyłam zakładkę z tytułowymi wersami :) 
Nie mam pojęcia czy komuś się to przyda, ale bardzo mi się nudziło ;p  
Moją asertywność po raz kolejny chuj strzelił dlatego zapraszam Was na nowego bloga, na którym ujawniłam już tego głównego siatkarza :) 
To do następnego ;* 



poniedziałek, 1 lipca 2013

Trzy.

.
Mógłbyś porwać z nią samolot, we dwoje sami, tymczasem leżysz z głową między jej udami.

Nie wiesz, co robisz. Nie wiesz jakim sposobem dałaś się tak łatwo omotać Kubiakowi. Nie wiesz, co tak cholernie cię w nim pociąga. Nie wiesz, dlaczego nie masz wyrzutów sumienia. Nie rozumiesz swojego zachwania, ale nawet nie masz ochoty niczego zmieniać.
Żyjesz od jednego spotkania z Michałem do drugiego. Całe swoje życie towarzyskie ograniczyłaś do jednego nazwiska. Nawet z Mileną nie spotykasz się tak często, jak z nim. Ona też powoli zaczyna domyślać się, że jednak coś między wami jest i za każdym razem, gdy mówisz, że jesteś już umówiona uśmiecha się w ten charakterystyczny sposób. Poza tym teraz to nie ona ciągnie cię na mecz ‘pomarańczowych koszul’, a ty ją. I w drugą stronę. Nie Łasko Kubiaka, a Kubiak Łasko.
Dzisiaj znowu nie jesteś dobrym przykładem do naśladowania. Zamiast siedzieć u swojego męża razem z córką, jedziesz na mecz Jastrzębski Węgiel - Asseco Resovia Rzeszów. Z uśmiechem na ustach zajmujesz swoje ulubione miejsce ubrana w koszulkę z trzynastką na plecach. Po chwili na boisko wybiegają zawodnicy. Michał od razu patrzy w twoją stronę. Przygryzasz delikatnie dolną wargę i unosisz kciuk do góry. Uśmiecha się. Znowu miękną ci kolana.
Pierwszy gwizdek, zaczynamy. Z każdą minutą mecz jest coraz bardziej zacięty, a co za tym idzie, Dziku robi się coraz groźniejszy. Determinacja, wola walki ogromna, skupionyt wyraz twarzy i delikatny uśmiech po zdobyciu punktu. W twoją stronę spojrzał raz, czy dwa, a za każdym razem wasze spojrzenia się spotykały. Po zaciętym meczu Jastrzębianie pokonują Rzeszów trzy do zera. Usatysfakcjonowana opuszczasz halę, wcześniej zamieniając klubową koszulkę Miśka na swoją prywatną. Po przebiciu się przez tłum piszczących małolat w końcu siadasz na jednej z ustawionych przed budynkiem ławce i cierpliwie czekasz na szatyna. W końcu widzisz jak wychodzi z budynku w towarzystwie kilku kumpli. Podchodzą do ciebie, a Michał przedstawia cię graczą z Rzeszowa oraz oznajmia, że wybierają się na piwo. Zbyszek bez większego zastanowienia proponuje ci, abyś poszła razem z nimi. Zgadasz się bez większych ceregieli, czym zaskakujesz Michała. Jedziecie do pierwszego lepszego baru i już po kilku minutach zatapiacie wargi w bursztynowej cieczy. Tylko Kubiak decyduje się na bezalkoholowego drinka. Świetnie czujesz się w towarzystwie siatkarzy, jednak Kubiak nie daje ci w stu procentach skupić się na rozmowie z nimi posyłając ci prowokujące uśmieszki. Odpowiadasz tym samym i w duchu modlisz się, aby jak najszybciej opuścić lokal. W końcu nie wytrzymujesz i tłumacząc się złym samopoczuciem oznajmiasz, że pojedziesz już do domu. Michał niemal od razu zrywa się z miejsca i proponuje, że cię odwiezie. Zgadasz się. Widzisz jeszcze jak Zbyszek i Krzysiek wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, jednak nic sobie z tego nie robisz. Szybko żegnacie się z siatkarzami i wychodzicie z baru. Bez słowa wsiadasz do michałowego samochodu.
-To złe samopoczucie to tylko wymówka, prawda ? -prycha delikatnie wjeżdżając na twoje osiedle.
-Nie. Naprawdę dostałam kurwicy od twojego pożerania wzrokiem -uśmiechasz się prowokująco i wysiadasz z auta. Nie musisz go zapraszać. Podąża za tobą bez słowa, a kiedy przekraczacie próg mieszkania od razu się na ciebie rzuca.
-Gdzie Tośka ? -pyta pozbawiając cię koszulki.
-Z tatusiem w Kielcach -odpowiadasz pomiędzy pocałunkami i popychasz go delikatnie na kanapę, po czym siadasz na nim okrakiem. Rozpinasz jego koszulę spowalniając ruchy najbardziej, jak się da. Drążysz językiem swoją własną drogę od obojczyka, aż do podbrzusza. Powoli rozpinasz jego spodnie błądząc rękoma po torsie. Przygryzasz płatek jego ucha. Ocierasz się delikatnie o materiał jego bokserek zahaczając o ich gumę. Na wszystko masz czas, jesteś niezwykle spokojna. Za to widzisz, jak Michał już nie może wytrzymać. Nie mogąc doczekać się jakiegoś zdecydowanego ruchu z twojej strony bierze sprawy w swoje ręce. Dokładniej ciebie i przenosi cię do sypialni. Rzuca na łóżko i szybko pozbawia spodni i stanika. Zatacza językiem kółka na twojej szyi, obojczyku, piersiach i brzuchu, aż w końcu dociera do koronkowych fig. Jednak już po chwili nie są one na twoim ciele, a w drugim koncie pokoju. Oddajesz mu się w całości i z całych sił wbijasz paznokcie w jego plecy. Syczy. Nieme obijanie się jego ciała o twoje jest w tym momencie twoim azylem. Ciche jęki przeradzają się w dzikie krzyki. Na waszych ciałach pojawiają się kropelki potu. Z coraz większą trudnością łapiesz oddech. W końcu przyciągasz jego twarz do swojej i mocno wpijasz się w jego lekko spierzchnięte usta poddając się niesamowitej ekstazie. Po chwili oboje opadacie na satynową pościel ciężko oddychając.
-Judyta ?
-Mhm ? -mamroczesz nadal próbując dojść do siebie.
-Wyjdź za mnie -mówi rozbawiony i czule całuje cię w czoło. Śmiejesz się,  a on powoli schodzi coraz niżej w efekcie lądując między twoimi udami. Twój śmiech przeradza się w głośny jęk. Teraz już wiesz, co miała na myśli Milena mówiąc, że zwinne palce siatkarza czynią cuda.
____________________
To może najpierw przeproszę Was za długość, bo wiem, że nie powala :) 
Mam nadzieję, że jakość jest zadowalająca ;) 
Grr... jak ja lubię pisać takie rozdziały ;3 
Nie mówiłam Wam na początku, to powiem teraz :
To opowiadanie w 95 % będzie opierać się na opisach, a nie dialogach :)
Od teraz informacje o nowych rozdziałach, opowiadaniach itp. zostawiajcie TUTAJ ! :)
No ty chyba tyle.
Jeszcze raz przepraszam :) 

sobota, 22 czerwca 2013

Dwa.

.
Widać po oczach, że kochasz czasem tracić kontrolę. 

Cały tydzień mija ci na treningach. I myśleniu o niebieskookim szatynie. Właściwie drugie towarzyszyło pierwszemu. Nie mogłaś wyrzucić z głowy wspólnego wieczoru i pełnego satysfakcji spojrzenia. Wciąż miałaś przed oczyma jego roześmianą twarz. Sama nie wiesz, dlaczego tak bardzo cię do niego ciągnie. Niesamowicie zawrócił ci w głowie, jednak jego zachowanie trochę cię przestraszyło. Przestraszyłaś się, że byłaś o krok od zdrady Krzyśka, a przecież go kochasz. Tylko kim jest dla ciebie Michał ? Kumplem ? Przyjacielem ? Kochankiem ? Nie wiesz. Uczucie jakim go darzysz można wprost nazwać fascynacją. Boisz się spotkania z nim, bo wiesz, że tym razem może zabraknąć ci stanowczości lub płaczącej Tośki w sąsiednim pokoju. Kręci cię. Prowokuje, jak nikt inny. 
Wchodzisz do budynku poprawiając swoje poczochrane włosy i od razu wpadasz do szatni. Szybko przebierasz się w strój treningowy rozmawiając z resztą dziewczyn, kiedy do szatni wkracza jak zwykle uśmiechnięta Milena. Całuje cię na powitanie i gdy wszystkie jesteście już gotowe razem idziecie na halę. Trening jak zwykle mija ci bardzo szybko i nim się obejrzysz już wychodzisz z gmachu hali. 
-Judyta ! -słyszysz otwierając drzwi swojego BMW. Odwracasz głowę i widzisz biegnącą w twoją stronę przyjaciółkę.-Mam coś dla ciebie -mówi zdyszana i zaczyna grzebać w swojej torbie. Patrzysz na nią wyczekująco nie bardzo wiedząc czego masz się spodziewać. Po chwili Stacchiotti wyciąga w twoją stronę podłużny kawałek papieru niemiłosiernie się przy tym szczerząc. Bierzesz od niej ‘prezent’ i spoglądasz na nią z politowaniem w oczach. 
-Po co mi to ? 
-Mam ci wytłumaczyć do czego służą bilety ? 
-Wiem do czego służą bilety, ale nie rozumiem po jaką cholerę podarowałaś mi bilet na jutrzejszy mecz Jastrzębia w dodatku w sektorze dla VIP-ów skoro się nie wybieram -patrzysz na nią zdziwiona nadal trzymając w ręce bilet na mecz Jastrzębski Węgiel - Effector Kielce. 
-Owszem, wybierasz się. Razem ze mną -mówi stanowczo. 
-Ty może tak, ale ja na pewno nie -oznajmiasz i próbujesz oddać bilet Milenie. 
-Nie denerwuj mnie. Nie wiesz jak musiałam uprosić Michała, żeby załatwił mi te bilety, więc się teraz nie wykręcaj. Poza tym sama mówiłaś, że lubisz kielecki zespół -wypomina ci i porusza brwiami z uśmiechem na twarzy. 
-Muszę zacząć uważać co mówię. W ten weekend miałam jechać do Krzyśka. 
-W niedzielę gramy mecz, więc nawet ci się nie opłaca -wzrusza ramionami i widzi, że powoli te argumenty zaczynają na ciebie działać.- No chodź ze mną -wypala w końcu i posyła ci błagalne spojrzenie. Wahasz się, bo doskonale wiesz, że zgadzając się na mecz, zgadasz się na spotkanie z Kubiakiem. Przed oczyma pojawia ci się uśmiechnięta twarz przyjmującego, która decyduje za ciebie. Niezbyt zadowolona z własnej decyzji chowasz bilet do torebki, co wywołuje lawinę szczęścia u włoszki.- Widziałam ! -wydziera się wywołując zainteresowanie wśród przechodzących obok osób. Z resztą, spójrzmy obiektywnie, kiedy ona tego nie robi ?- A przypomnę ci, że w Kielcach gra bardzo przystojny środkowy. 
-Zniszczoł, wiem -mówisz beznamiętnie przyglądając się podekscytowaniu Mileny. 
-No właśnie. A wiesz, że on jest wolny ? 
-Milena, błagam cię, przestań. Znowu będziesz mnie swatać ? To, że nie lubisz mojego męża nieoznacza od razu, że ja się z nim rozwiodę. 
-Z Michałem ci nie poszło, to myślałam, że może chociaż Miłosz -westchnęła zrezygnowana. Gdyby ona wiedziała, że prawie pieprzyłaś się z nim na kanapie w twoim salonie to chyba padłaby ze zdziwienia. Uśmiechasz się tylko niewinnie na jej słowa, po czym szybko żegnasz się z przyjaciółką, wsiadasz do auta i szybko kierujesz się do mieszkania. Wieczór mija ci na tłumaczeniu Krzyśkowi dlaczego nie przyjedziesz i co rusz nowych kłamstwach. W końcu musisz wymyślić jakąś wymówkę na czas, gdy myślisz o Michale lub wpatrujesz się w jego zdjęcie zastanawiając się co właśnie robi. 
Następnego dnia, w sobotę, już o ósmej zaczynasz sprzątanie. Biegasz po całym mieszkaniu z odkurzaczem wydzierając się w niebogłosy (że niby śpiewając), budząc przy tym zachwyt u Tośki. Kiedy kończysz jest już południe, więc gotujesz szybki obiad i powoli zaczynasz szykować się na mecz. Bierzesz prysznic, suszysz i prostujesz włosy, ubierasz się, po czym robisz makijaż. Gdy Tośka budzi się z drzemki karmisz ją i przebierasz. Kilka minut przed godziną czternastą pakujecie się do samochodu i jedziecie na halę do Jastrzębia Zdrój. 
Kiedy docieracie na miejsce trwa już rozgrzewka zawodników. Zajmujesz miejsce sadzając na kolanach Tośkę i przyglądasz się siatkarzom czekając na (jak zwykle) spóźnioną Milenę. Zawieszasz wzrok na zawodniku z numerem trzynastym na koszulce i ze skupieniem przyglądasz się wykonywanym przez niego ruchom. Niby jest skupiony na rozgrzewce, ale widać jak błądzi wzrokiem po trybunach. Ewidentnie kogoś szuka, a znaleźć nie może. Siedzi do ciebie bokiem, więc z pełnym rozluźnieniem możesz przyglądać się jego pełnej skupienie minie. Jak zwykle poczochrane włosy i kilkudniowy zarost są dla ciebie tak kuszące, że właściwie w jednej sekundzie mogłabyś przeskoczyć przez barierki i rzucić się w jego silne ramiona. Twoje rozmyślenia przerywa siadająca na krzesełku obok włoszka i od razu sprowadza cię na ziemię. Ślini na przywitanie twój policzek po czym odbiera ci Małą. Z Tośką na rękach idzie w kierunku boiska. wita się z narzeczonym i Kubiakiem. Widzisz jak Michały witają się z twoją córką i jak Milena tłumaczy coś przyjmującemu po czym on patrzy w twoją stronę. Na jego twarzy niemal od razu pojawia się promienny uśmiech, więc twoje kąciki ust również wędrują ku górze. 
Po kilku minutach rozpoczyna się mecz. I chociaż panowie w pomarańczowych koszulkach są faworytami tego spotkania, to kielczanie nie dają za wygraną i mecz od początku jest bardzo zacięty. Z zapartym tchem przyglądasz się każdej akcji, a przede wszystkim Kubiakowi. Możesz szczerze powiedzieć, że uwielbiasz patrzeć jak daje upust swoim emocją. Uwielbiasz patrzeć, jak wkłada całą swoją siłę w atak i jak z pełnym skupieniem przyjmuje zagrywki. Na przerwach spogląda w twoją stronę i posyła ci swój firmowy uśmiech. 
Ostatecznie mecz kończy się wynikiem 3:2 dla Jastrzębiaków,a  MVP spotkania zostaje Łasko. Dumna ze swojego mężczyzny Milena od razu wiesza się na jego szyi gratulując udanego meczu. Z uśmiechem na twarzy przyglądasz się tej scenie, po czym zbierasz swoje rzeczy, bierzesz Tosię za rękę i kierujecie się do wyjścia. Tuż przed drzwiami frontowymi czujesz, jak ktoś łapię cię za ramię. Odwracasz się i widzisz jego cudowny uśmiech. 
-Nawet mi nie pogratulujesz ? -szczerzy się jeszcze bardziej. Z jego czoła spływają jeszcze pojedyncze krople potu, wciąż ubrany jest stój sportowy i wciąż cię tak cholernie pociąga. 
-Gratuluje -uśmiechasz się i z powrotem odwracasz się w kierunku drzwi. 
-Może kawa ? -pyta wprost na co ty kiwasz głową.- Poczekaj na mnie pięć minut -mówi i szybko biegnie w kierunku szatni. Ty z uśmiechem na ustach wychodzisz przed halę i siadasz na jednej z ławek. Mija niecałe dziesięć minut, kiedy Michał wybiega z hali i staje przed tobą ubrany w swoje prywatne ciuchy. Od razu udajecie się do pierwszej lepszej kawiarni. Zamawiacie kawy i szarlotkę dla Tośki, po czym w pełni oddajecie się rozmowie. 
-Właściwie co z twoją narzeczoną ? Nie była na meczu ? 
-Kaśka jest na jakimś zebraniu w Warszawie. Poza tym nie przepada za siatkówką, woli piłkę ręczną. 
-Żartujesz ? Siatkarz związał się z kobietą, która nie przepada za siatkówką ? -prawie dławisz się kawą słysząc, co mówi Michał. 
-Odezwała się siatkarka, która wzięła ślub z facetem kochającym piłkę ręczną -wstawia język w twoim kierunku, a ty zaczynasz się śmiać. 
-Ale on lubi siatkę, a ja uwielbiam ręczną. Z resztą zanim zaczęłam grać w siatkówkę trenowałam ręczną -przyjmujący szybko podłapuje temat i ponownie jesteście pochłonięci rozmową. Sama nie wiesz kiedy robi się tak późno. Tośka powoli zaczyna denerwować się, że pomimo tak późnej pory nie leży jeszcze w łóżeczku i zaczyna stroić fochy. Regulujecie rachunek i wychodzicie na zewnątrz, gdzie pomimo tak późnej jesieni jest bardzo ciepło. 
-Co teraz -Kubiak wpatruje się w ciebie, a w jego oczach szaleją iskierki. 
-Ja jadę do Dąbrowy, a ty do Żor -wzruszasz ramionami. 
-Mam lepszy pomysł -uśmiecha się tajemniczo, a ty patrzysz na niego podejrzanie.- Opiekunka Tosi mogłaby ją zabrać na noc ? 
-W sumie tak. Ma w domu kilka jej rzeczy i raczej nie byłoby z tym problemu. Ale co masz na myśli ? 
-Gdzie mieszka ? 
-Tutaj, w Jastrzębiu. 
-To pięknie ! Dzwoń do niej i powiedz, że za chwilkę dowieziemy do niej Tosię. 
-Kubiak, cholera, co ty kombinujesz ?! 
-Chcę spędzić z tobą miły wieczór i pokazać bardzo fajne miejsce. Chodź -łapie cię za rękę i prowadzi na parking. Wsiadacie do jego samochodu i kierujecie się do mieszkania pani Hani. W międzyczasie informujesz ją o całej sytuacji i już kilka minut później sami z Michałem wchodzicie do pierwszego lepszego sklepu. Kupujecie butelkę czerwonego wina i dużą czekoladę z orzechami, bo jak się okazało oboje ją uwielbiacie. Chwilę potem jedziecie w nieznanym ci kierunku podśpiewując lecącą w radiu piosenkę. W końcu wysiadacie w lesie. Patrzysz lekko przestraszona na Kubiaka, a ten bez słowa podaje ci bluzę, łapie za rękę i ciągnie przed siebie. Po kilku minutach marszu i sprzeczce, że jeśli Michał nie powie ci gdzie idziecie to nie ruszysz się z miejsca nareszcie dochodzicie do celu. Zatrzymujesz się i z szeroko otwartymi oczyma wpatrujesz się w cudowny krajobraz. Stoicie na starym, opuszczonym moście, pod wami leniwie płynie rzeka, a naprzeciwko widać miasto. 
-Skąd znasz to miejsce ? -pytasz połykając kolejny kawałek czekolady i biorąc kolejny łyk wina. 
-Ojciec mnie tu kiedyś przyprowadził i od tej pory przyjeżdżam tu zawsze, gdy mam coś do przemyślenia -opierasz głowę na jego ramieniu, a on całuje cię w czubek głowy powoli schodząc niżej i  w końcu wpija się w twoje usta. 
-Boże ! Kubiak, co ty ze mną robisz -wzdychasz, kiedy w końcu się od siebie odrywacie. 
-Pewnie to samo, co ty ze mną -wasze usta ponownie łączą się w namiętnym pocałunku. Wiesz, że nie powinnaś tego robić, ale za cholerę nie chcesz tego przerwać. Zwyczajnie tracisz nad sobą kontrolę. 
_________________
No i mamy dwójkę :D 
Strasznie długi wyszedł ten rozdział ;o 
Mam pomysł na trzecie opowiadanie... Błagam niech mi go ktoś wybije z głowy, bo od kilku dni nie daje mi spokoju i jak tak dalej pójdzie to zacznę to pisać, a jak zacznę pisać to od razu będę chciała publikować, a na to nie mam teraz czasu... ;c Masakra ;c  
PRZYPOMINAM ! Każdy kto chce być informowany o nowych rozdziałach wpisuje się TUTAJ ! :D 
Pozdrawiam ;*